Polska – jak wiadomo – jest krajem pełnym kontrastów i sprzeczności, które chyba tylko my, Polacy, rozumiemy i na co dzień w nich z powodzeniem funkcjonujemy. W sposób naturalny rodzi się pytanie, czy Polska potrafi zaskoczyć? Czy polskie marki mają pazur? Chciałoby się entuzjastycznie krzyknąć TAK!, ale odpowiedź wymaga wyjścia poza utarte schematy.
Pazur, który wciąż jest tępiony, ale nigdy nie znika
Zmienność prawa, koszty pracy, podatki, inflacja, pandemia i wojny — wydawałoby się, że to wystarczające powody, by sparaliżować rozwój biznesu. A jednak polskie firmy wciąż rosną, eksportują, przejmują i konkurują z najlepszymi. Jak to możliwe? Bo mają „pazur”. A raczej – wyostrzyły go przez dekady niełatwej historii.
By prowadzić firmę w Polsce, trzeba mieć więcej niż tylko dobry pomysł i kapitał. Trzeba mieć instynkt, odporność i gotowość do działania mimo przeciwności. „Pazur” polskiego przedsiębiorcy to nie tylko ambicja, kapitał i wiedza – to zestaw cech, które w innych warunkach uznalibyśmy za przetrwalnikowe. Kluczowe są umiejętność błyskawicznego adaptowania się do zmian, elastyczność, zdolność do pracy pomimo nowych reguł gry.
Tyle że ten pazur – zamiast rosnąć – bywa systematycznie piłowany. Nadmiar przepisów, rosnące koszty pracy, niepewność podatkowa, skomplikowane procedury, brak przewidywalności legislacyjnej – to wszystko działa jak pilnik na przedsiębiorczą zwinność. A mimo to polskie firmy nie poddają się. Wręcz przeciwnie – podejmują ryzyko zmian, szukają nowych nisz, eksportują, budują swoje know-how i rozpychają się na zagranicznych rynkach. Wytwarzają przy tym 75% polskiego PKB, z czego sektor MŚP generuje co drugą złotówkę.
Strefa cienia
Polscy przedsiębiorcy potrafią przetrwać niesprzyjające warunki do wzrostu biznesu, ale … nie wszystko wygląda różowo. Po pierwsze, polski biznes nastawiony jest w większości na konkurowanie, natomiast odczuwalny jest brak strategicznego podejścia do partnerstwa (szczególnie w sektorze MŚP).
Po drugie – choć polskie firmy potrafią błyskawicznie dostosowywać się do zmian i imponują zaradnością, wiele z nich nadal tkwi w pułapce krótkoterminowości. Zbyt często działania dotyczą „tu i teraz” – brakuje długofalowej strategii, inwestycji w markę, we własne innowacje. Współpraca z instytucjami naukowymi i wymiana wiedzy to niestety wyjątek, a nie reguła.
Po trzecie, w relacjach eksportowych zbyt często polskie firmy są traktowane jako podwykonawca, który nie przebija się ze swoją marką – sprzedaje wyłącznie swój produkt! A to ogromna utrata.
Mamy wszystko, czego potrzeba – od odwagi, przez doświadczenie, energię, po zdolność adaptacji. Może czas zacząć wychodzić z cienia, nieco zmienić perspektywę, budować silne, charakterystyczne marki zwiększając szanse na sukces? Czas zająć miejsce przy stole jako pełnoprawni partnerzy i twórcy nowej jakości!
Niby nie wypada się porównywać, ale…
Spoglądając chociażby na najbliższego sąsiada – Niemców – możemy porównać styl działania przedsiębiorców z obu krajów. Podczas gdy dla Niemców podstawą są procedury, audyty i planowanie, polscy przedsiębiorcy stawiają na szybkość, elastyczność i działanie „tu i teraz”. Tak różne podejście wymaga wzajemnego zrozumienia. Chodzi o to, aby obie strony widziały gotowość, a nie chaos (Niemcy), czy ciągnące się bez końca procedury (Polacy).
Mamy hit!

Są oczywiście obszary, w których jeszcze z zazdrością patrzymy na inne kraje, ale w wielu aspektach jesteśmy w czołówce – choćby poziom cyfryzacji. Narzekamy na procedury w Polsce, bo rzeczywiście nie wszystko jest doskonałe, ale w porównaniu do Niemców czy Włochów – działamy sprawniej.
Wiele branż to prawdziwe perły – od gier komputerowych, gdzie jesteśmy potentatem, rozwiązania fintechowe (Blik) aż po eksport żywności, która oceniana jest bardzo wysoko, również przez samych Polaków. Potwierdzeniem rosnącej pozycji i potencjału polskiej gospodarki jest okładka majowego wydania brytyjskiego The Economist. Zamieszczony w numerze artykuł mówi o tym, że Polska jest najbardziej niedocenioną potęgą militarną i gospodarczą Europy. Dlaczego niedocenianą? Może dlatego, że sami siebie niewystarczająco doceniamy?…
Historia, która uczy „kombinowania” (w najlepszym znaczeniu tego słowa)
Źródeł naszej umiejętności szybkiego i elastycznego reagowania można szukać głęboko – w historii, która przez dekady wymagała przystosowania. Transformacja ustrojowa, przełomy lat 90., kryzysy gospodarcze, wejście do Unii Europejskiej – każdy z tych momentów był wyzwaniem, ale też okazją. Polscy przedsiębiorcy nauczyli się „kombinować” – nie w pejoratywnym sensie, lecz jako sposób na znajdowanie rozwiązań tam, gdzie inni widzą mur nie do przebicia.
Ta zdolność do kreatywnego rozwiązywania problemów – niejednokrotnie z ograniczonymi zasobami – to nasze narodowe know-how. Może nie zawsze idealnie wpisane w prezentacje firmowe, ale za to skuteczne w terenie.
„Znajdziemy sposób” – to więcej niż hasło
To nie jest slogan reklamowy. To sposób działania, który sprawia, że mimo trudności polskie firmy stają się nie tylko podwykonawcami, ale także partnerami, a coraz częściej liderami na arenie międzynarodowej. Bo gdzie inni potrzebują konsultanta, my często mamy gotowe rozwiązanie. Gdzie ktoś woli odczekać, my zakasujemy rękawy i testujemy. Nie przez przypadek polski biznes jest dziś obecny w wielu ważnych sektorach – od przemysłu ciężkiego po technologie cyfrowe. Nie dlatego, że miał łatwiej. Właśnie dlatego, że miał trudniej – i musiał nauczyć się działać mądrzej.
Pazur, który stał się narzędziem przewagi
Polskie firmy mają „pazur” – ale nie ten drapieżny, który atakuje bez powodu. To pazur, który umie się schować, by przetrwać, wyostrzyć się, gdy nadchodzi okazja, i chwycić, gdy inni jeszcze się zastanawiają. Dzięki temu nie ma dla polskich firm rzeczy niemożliwych – są tylko te, do których trzeba się dostosować, znaleźć drogę i iść dalej.
Bibliografia:
https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/RAPORT-z-badania-GEM—Polski_WCAG-11_10_2024.pdf



